Odnowa w Duchu Świętymym


 

Spotkania "Odnowy w Duchu Świętym" odbywają się w poniedziałki po Mszy Świętej o godzinie 19.00.

Serdecznie zapraszamy zarówno na Msze, jak i spotkania!


Inicjatorem powstania Grupy Modlitewnej "Odnowa w Duchu Świętym" i pierwszym jej opiekunem był Ksiądz Waldemar Majchrowski. On to w 2003 roku zachęcił kilka pierwszych osób, by odbyły Seminarium Odnowy w Łodzi. W dniu 16 kwietnia 2004 roku rozpoczęło się pierwsze Seminarium Odnowy w Duchu Świętym w Kozłowie Biskupim, w łączności ze Szkołą Ewangelizacji i Rozeznania Duchowego, istniejącą przy kościele Ojców Jezuitów w Łodzi. Kolejne dziesięciotygodniowe Rekolekcje Odnowy w Duchu Świętym odbyło około 80 osób, z których większość, choć nie przychodzi na spotkania, to jednak uczestniczy we Mszach Świętych w większość dni tygodnia, co świadczy o pożytku duchowym płynącym z tych rekolekcji.
Od tego dnia minęło już 7 lat i w tym czasie odbyło się kilka edycji rekolekcji ewangelizacyjnych. Grupa przyjęła nazwę „Zrodzeni z Ducha” i jej członkowie chcą stawać się takimi każdego dnia. Kiedy w 2005 roku odszedł Ksiądz Waldemar, grupą zaopiekował się Ksiądz Proboszcz. Kolejnymi opiekunami byli: Ksiądz Adam Kwaśniak, Ksiądz Wojciech Kmak, Ksiądz Marcin Dyśko, Ksiądz Dariusz Drzewiecki. Aktualnym opiekunem jest Ksiądz Wojciech Jadownicki, który systematycznie, co poniedziałek, wraz z Odnową w Duchu Św. się modli. Grupa liczy aktualnie 10 osób, a jej liderem jest Pan Stanisław Dziekoński, przedtem była nim Pani Edyta Muszyńska. Nade wszystko jednak grupa pragnie czerpać z bogactwa wspólnych Eucharystii, rozważania Słowa Bożego, wspólnej modlitwy (również w formie cichych adoracji). Chętnie modli się śpiewem. Włącza się w życie Parafii, głównie poprzez modlitwę za nią. Organizuje czuwania w Wigilię Zesłania Ducha Świętego, aktywnie uczestniczy w Triduum Paschalnym, prowadzi wieczorną Drogę Krzyżową w każdy piątek Wielkiego Postu. Bierze udział w pielgrzymkach, a także we wszystkich ważnych wydarzeniach parafialnych. Wszystko czyni w łączności z naszymi Kapłanami, z naszą wspólnotą parafialną i całym Kościołem. Z innych inicjatyw podejmowanych przez grupę można wspomnieć o dwóch Mszach Świętych o uzdrowienie, wspólnotowych Mszach Świętych niedzielnych, modlitwie z rodziną chorych w ich domu, podczas Spowiedzi, pogotowiu modlitewnym w różnych nagłych (i nie tylko nagłych) intencjach.


Czym jest Odnowa w Duchu Świętym?

To niezwykłe, że przygoda ta powtarza się we wszystkich częściach świata. Poruszenie Ducha Świętego obejmuje wszystkie kontynenty, wszystkie warstwy społeczne, wszystkie środowiska. Rozpoczęło się w środowisku uniwersyteckim i rozszerza się na parafie i klasztory, powoli nawracają się księża i biskupi.
Przed kilku tygodniami poprosiłem papieża, aby zatwierdził mandat, który otrzymałem od papieża Pawła VI - zajęcia się sprawami Odnowy Charyzmatycznej w skali światowej. Ojciec Św. odpowiedział na to: "Potwierdzam mandat" i dodał, "mam do tego charyzmat". Moim zdaniem najwłaściwszym, odzwierciedlającym rzeczywistość, o którą chodzi, bardziej aniżeli "Odnowa Charyzmatyczna" będzie wyrażenie "Odnowa w Duchu Świętym". A to z dwóch powodów.
Po pierwsze dlatego, że charyzmaty są to dary Ducha Świętego. Najważniejsze zaś nie są dary, lecz Dawca Darów. Po drugie: gdy używa się wyrażenia "charyzmatyczny", to stwarza się wrażenie, że tylko my jesteśmy charyzmatykami. Tymczasem cały Lud Boży jest charyzmatyczny. Odnowa w Duchu Świętym jest więc w Kościele odnową w całej jego naturze, tak jak odnowa wiosny w przyrodzie.
Kiedy przypatrujecie się temu, co czyni wiosna w przyrodzie, zauważacie, że przemienia absolutnie wszystko; dotyka kwiatów, drzew, ziemi, śpiewu ptaków. Dotknięcie wiosny przemienia wszystko, co istnieje w przyrodzie. Podobnie Odnowa w Duchu Świętym dotyczy wszystkiego, co należy w Kościele przemienić - odnowić.
Jest ona odkryciem - przez każdego z nas - tajemnicy Zesłania Ducha Świętego.
Przypatrzmy się kim byli Apostołowie przed Pięćdziesiątnicą... A potem spójrzmy na nich po Zesłaniu Ducha Świętego. Musimy przyznać, że przemienili się całkowicie. Przed Zesłaniem Ducha Świętego byli lękliwi, bojaźliwi, brakowało im odwagi, zamknęli się w murach, bo obawiali się tłumów. A potem przychodzi Tajemnica Zesłania w huraganie i w ogniu... Oto drzwi się otwierają i ci sami Apostołowie - przemienieni - rozpoczynają głosić Jezusa Chrystusa.
Otóż pierwszą łaską odnowy jest to, ażebyśmy się sami głęboko przemienili. Jako dzieci - przez chrzest a trochę później przez bierzmowanie - staliśmy się dziećmi Bożymi. Ale w wieku dojrzałym należy przyjąć zupełnie świadomie, afirmując i potwierdzając swój chrzest i swoje bierzmowanie, tę rzeczywistość Ducha Świętego.
I wydaje mi się, że to jest ta łaska, o którą Ojciec Św. wołał: "Zstąp Duchu Święty na tę ziemię". Prosił wówczas, abyście potwierdzili osobiście i świadomie swój chrzest i bierzmowanie. To jest chyba podstawowa łaska Odnowy, łaska, która nazywamy trochę niedobrze "chrztem w Duchu Świętym", a którą należałoby raczej nazywać "wylaniem Ducha Świętego". Jest to doświadczenie Ducha Świętego w naszym życiu.
Jest to również łaska nawrócenia i głębokiej przemiany. Ona wskazuje przyszłość Ruchu Odnowy - nawrócenie w najgłębszym znaczeniu tego słowa. W pewnym sensie my wszyscy jesteśmy chrześcijanami jeszcze nie całkowicie nawróconymi.
Niedawno, z okazji pewnej kanonizacji jakiś dziennikarz zapytał mnie: "kto to jest święty?" Oczywiście miał w ręku ołówek i notes, aby zanotować podaną przeze mnie definicję świętego. Ponieważ wierzę w Ducha Świętego, a Pan Jezus powiedział, że On nam podpowie, co mamy mówić, więc prędko westchnąłem do Ducha Świętego i odpowiedziałem, że święty to normalny chrześcijanin.
W takim stwierdzeniu kryje się duże niebezpieczeństwo. Niesłychanie ważne jest, aby wiedzieć, że tam, gdzie Pan Bóg ma do czynienia z normalnym chrześcijaninem, czyli świętym, może przez niego dokonywać rzeczy niezwykłych. Jestem zawsze głęboko wstrząśnięty, gdy spotykam ludzi będących prawdziwie chrześcijanami. Jakie mają wpływy, jak mocno oddziałują, jak niesłychanie potężnie emanuje z nich Chrystus.
Nawrócenie polega więc na tym, że pozwalamy Chrystusowi w pełni być w sobie. Zaczynamy być chrześcijanami, czyli Chrystusowymi. Trzeba abyśmy patrzyli oczyma Chrystusa, abyśmy mówili ustami Chrystusa, abyśmy kochali sercem Chrystusa. Istotą odnowy jest więc przynależność całkowita, absolutna do Chrystusa.
Przyszłość Kościoła i chrześcijaństwa zależy od głębi życia każdego chrześcijanina. Zauważacie z pewnością jak niesłychany wpływ ma wasz święty, błogosławiony Maksymilian Kolbe. Prawdziwy chrześcijanin właściwie zawsze wywiera tak olbrzymi wpływ. A więc Odnowa w Duchu Świętym to nie w pierwszym rzędzie spotkanie modlitewne, ale przede wszystkim chrześcijanie, którzy spotkali się z Duchem Świętym, choćby poprzez Seminaria w Duchu Świętym, to ci wszyscy, którzy doświadczyli Ducha Świętego; którzy poprzez Ducha Świętego dotknęli Jezusa w sobie.
Gdy w wieczerniku Apostołowie doświadczyli Ducha Świętego, natychmiast otworzyli drzwi i poszli w świat, żeby głosić Zmartwychwstanie Jezusa.
Odnowa Charyzmatyczna jest łaską nawrócenia i równocześnie jest łaską modlitwy. „Ojcze nasz, któryś jest w niebie, święć się Imię Twoje, przyjdź Królestwo Twoje, bądź wola Twoja..." - to jest uwielbienie, chwalenie Boga. To jest Odnowa Charyzmatyczna. Modlitwa w duchu Odnowy przynosi nam ponadto jakąś zupełną bezinteresowność. Wielbimy Ciebie, bo jesteś... Dlatego jest rzeczą zupełnie oczywistą, że śpiewacie Alleluja. Z całego serca śpiewajcie - zawsze...
Może ktoś tu z obecnych był w Rzymie w poniedziałek Zielonych Świąt, w Roku Jubileuszowym. W tej bardzo uroczystej chwili, kiedy Ojciec Św. Paweł VI wchodził do katedry św. Piotra, nie wołano "viva il papa" tylko "Alleluja", a dopiero potem tak jak zawsze: "niech żyje papież".
Jest to również łaska modlitwy spontanicznej i modlitwy dziękczynnej.
Mówiliśmy już o łasce nawrócenia, o łasce modlitwy... Istnieje również łaska apostolstwa. Oto co mówił św. Piotr wobec zebranego tłumu: "ten Jezus, którego wyście ukrzyżowali, Zmartwychwstał..." To właśnie powinniśmy mówić światu: "Chrystus Zmartwychwstał". I trzeba abyśmy mogli powiedzieć za św. Janem: "co widziały nasze oczy, czego dotykały nasze ręce, to wam głosimy".
Świat oczekuje od nas, że powiemy o naszym doświadczeniu Jezusa Chrystusa. Kim jest Jezus Chrystus dla nas ? Powtórzmy sobie słowa Jezusa z Ewangelii: "Za kogo mnie ludzie uważają?..." - "Za kogo wy mnie uważacie ?".

Kardynał Leon J. Suenens – pierwszy moderator Odnowy

Jan Paweł II o Odnowie w Duchu Świętym

Przytoczymy w tym krótkim opracowaniu fragmenty wypowiedzi Ojca Świętego Jana Pawła II z pierwszego dziesięciolecia jego pontyfikatu. Wybrane zdania pokazują nam, jaki kierunek chciał nadać Odnowie Jan Paweł II.
Pod koniec swojej pierwszej Adhortacji Apostolskiej Catechesi Tradendae (1979) Jan Paweł II napisał "Odnowa w Duchu będzie prawdziwa i da Kościołowi prawdziwą płodność nie przez to, że wzbudzi nadzwyczajne dary i charyzmaty, lecz przez to, że na zwykłych ścieżkach życia doprowadzi jak najwięcej wiernych do cierpliwego, pokornego i wytrwałego wysiłku, by coraz lepiej poznać tajemnicę Chrystusa i świadczyć o niej" (n.72). Adhortacja nie mówi bezpośrednio o Odnowie w Duchu Świętym, ale o nowym wietrze w katechizacji, który dotyczy wszystkich, ponieważ obowiązek katechizowania dotyczy każdego, zaś wewnętrznym nauczycielem przy katechizowaniu jest Duch Święty. A jednak Ojciec Święty użył sformułowania "Odnowa w Duchu Świętym".
W późniejszym przemówieniu do wspólnot charyzmatycznych Ojciec święty powtórzy te słowa. Nadają one kierunek wspólnotom Odnowy, dają im misję, którą zawsze posiadali ci, których obdarowuje Duch Święty, ponieważ obdarowanie jest dla wspólnego dobra. 23 listopada 1980 roku przybyli do Rzymu, do Jana Pawła II pielgrzymi z włoskich wspólnot charyzmatycznych. Zostali powitani przez papieża słowami św. Pawła "gorąco pragnąłem Was zobaczyć, aby wam użyczyć nieco daru duchowego dla waszego umocnienia, to jest abyśmy się u was nawzajem pokrzepili wspólną wiarą - waszą i moją" (Rz 1,11-12). Jan Paweł II mówił o rozlaniu Ducha Świętego na ludzi świeckich, który sprawia w nich pogłębienie więzi z Chrystusem. Dlatego dobre jest poświęcanie szczególnej uwagi działaniu Ducha Świętego przez ruch Odnowy w Duchu Świętym - bo Duch prowadzi do Syna i Ojca. Przemówienie zakończył papież błogosławieństwem udzielonym nie tylko zebranym w Rzymie, ale wszystkim członkom ruchu Odnowy w Duchu Świętym.
Podczas IV Międzynarodowego Kongresu Katolickiej Odnowy Charyzmatycznej w Rzymie w 1981 r. Jan Paweł II nawiązał do słów Pawła VI, który określił Odnowę jako "szansę dla Kościoła i świata". Papież wyraził radość, że czas potwierdza tę nadzieję. Podczas tego przemówienia powiedział bardzo ważne słowa uznania dla Odnowy w Duchu Świętym: "Kościół dostrzega owoce waszego oddania modlitwie, pogłębienia dążenia do świętości i miłości Słowa Bożego. (...) Widzieliśmy również przejawy waszej wielkoduszności w sprawiedliwym i miłosiernym dzieleniu się Bożymi darami z nieszczęśliwymi tego świata." Po tych słowach Ojciec święty wytyczył kierunki dla liderów Odnowy charyzmatycznej: przykład życia modlitwą, jedność z biskupami, podejmowanie formacji teologicznej, przemyśleniu roli kapłanów we wspólnotach.
Jan Paweł II rozpoczął VI Międzynarodowy Kongres Katolickiej Odnowy Charyzmatycznej w Rzymie w 1987 r. słowami: "Zapewniam Was, że wasza miłość do Chrystusa i otwartość na Ducha Prawdy są najcenniejszym świadectwem misji Kościoła w świecie". To jest cecha ludzi żyjących w Duchu - trwać w misji - podobnie jak realizowali misję Kościoła chrześcijanie czasów apostolskich. Jest to także zadanie dla kapłanów zajmujących się Odnową oraz dla liderów i animatorów, aby członków Odnowy formować w kierunku nakreślonym przez Ojca Świętego. W dalszych słowach Jan Paweł II uznał, że w roku 1987 obchodziliśmy dwudziestolecie Odnowy w Duchu Świętym w Kościele katolickim, przyjmując jako początek wydarzenia na uniwersytecie w Pittsburgu z 6 stycznia 1967 r.
W Adhortacji Apostolskiej Christifideles Laici z 1988 r. Jan Paweł II mówi, że rozmaitość charyzmatów w Kościele jest odpowiedzią Boga na potrzeby człowieka, świata i Kościoła i w tym kontekście charyzmaty powinny być używane. W naszych czasach możemy oglądać rozkwit różnych charyzmatów wśród mężczyzn i kobiet, zwłaszcza świeckich. Obfitość tych charyzmatów jest rozmaita, a katalogi podane przez św. Pawła niepełne, gdyż w historii Kościoła pojawiają się wciąż nowe charyzmaty. Świeccy winni przyjmować je z wdzięcznością i przez całe życie podchodzić do nich z głębokim poczuciem odpowiedzialności, bo korzystający z darów Ducha Świętego są odpowiedzialni za wspólnotę Kościoła. Ważne, aby świeccy pamiętali, że ten sam Duch, który udziela charyzmatów, również kieruje Kościołem i mu przewodzi. Dlatego też charyzmaty są zawsze ku pożytkowi wspólnoty - jeśli nie bezpośredniemu, to pośredniemu.

o. Remigiusz Recław SJ


Codzienna modlitwa Jana Pawła II

Duchu Święty Boże, Duchu Ojca i Syna,
korząc się Przed Boskim Majestatem Twoim,
w obliczu nieba i ziemi, poświęcam Ci i oddaję duszę moją i ciało.

Duchu Święty, Dawco daru mądrości, oświecaj mnie.
Duchu Święty, Dawco daru rozumu, pouczaj mnie.
Duchu Święty, Dawco daru umiejętności, rozpraszaj moją nieświadomość.
Duchu Święty, Dawco daru rady, kieruj mną.
Duchu Święty, Dawco daru męstwa, umacniaj mnie.
Duchu Święty, Dawco daru pobożności, daj mi wytrwać w świętej służbie Bożej. Duchu Święty, Dawco daru bojaźni Bożej, uwolnij mnie od wszelkiego grzechu.

Błagam Cię, Duchu Święty Boże, udziel mi mocy,
abym w każdej chwili mego życia kierował się dobrocią i życzliwością,
słodyczą i wiernością,
cierpliwością i miłością,
radością i wyrozumiałością.

Amen


Moje sam na sam z Bogiem

Autor: Dariusz Jeziorny


Osobistej modlitwie trzeba pozostać wiernym. To że Pan przemawia do mnie – małego, zwykłego człowieka jest niewątpliwie łaską. Ale ja muszę dać Mu przestrzeń, żeby cokolwiek usłyszeć. Co mamy czynić ...
Odnowę w Duchu Świętym trudno jest zdefiniować. Niektórzy twierdzą, że to jeden z wielu ruchów kościelnych. Inni – iż to nie żaden ruch, ponieważ trudno jest znaleźć założyciela, struktury organizacyjne są stosunkowo różnorodne, a wreszcie historia wskazuje na rozwój niezależny od działań jakiejś konkretnej grupy stojącej na czele. Zwolennicy tej koncepcji wolą nazywać Odnowę „nurtem łaski” przepływającym przez Kościół, mającej odnowić go duchowo. Rzeczywiście – znakomita większość najważniejszych inicjatyw charyzmatycznych w ciągu czterdziestu pięciu lat jej istnienia wskazuje na duchowe zaangażowanie, np. różne formy modlitwy wstawienniczej, ewangelizacja, wspólnotowa modlitwa chwały z objawianiem się wielu charyzmatów, odkrycie na nowo Słowa Bożego, stawianie czoła mocom ciemności itp. Jednak pomimo tego ludzie z Odnowy mają swoje problemy – nie zawsze potrafią odnaleźć się w realnym życiu: czy to z powodu trudności z realizacją powołania życiowego, czy z powodu kłopotów z pracą, czy problemów w relacjach z innymi ludźmi – i tak można by jeszcze długo wymieniać. Ważniejsze niż samo wymienianie jest to, że osoby nie potrafią zdiagnozować, dlaczego tak się dzieje. Często w swoich posługach duchowych pytają Boga, „co mamy czynić” i ... otrzymują konkretne odpowiedzi. Natomiast w tzw. codziennym życiu nie wychodzi to za bardzo.

Pewna słabość

Z mojego doświadczenia, ale i z relacji ludzi o podobnych problemach, widzę pewną zgodność. Trudno zarzucić charyzmatykom (którzy, przypomnijmy, są w głównej mierze zaangażowani w działania duchowe) brak modlitwy. Jest jednak w tym wszystkim zauważalna pewna słabość. Otóż rozmawiam z pewnym naukowcem z Odnowy, który właśnie zaangażowany jest w pisanie rozprawy habilitacyjnej, i skarży się, że go to wykańcza i ma wszystkiego dosyć. Cieszy się cotygodniowym spotkaniem modlitewnym, bo tam spotyka się „z innym życiem” w porównaniu z codziennością zatopioną przed ekranem komputera, na którym powstaje najważniejsze jak dotąd jego dzieło. To co robi na co dzień, nie cieszy go już wcale. Rozmawiam z piękną dwudziestokilkuletnią dziewczyną przeżywającą rozterki dotyczące wyboru stanu życia. Niby wie już, jaki jest jej wymarzony mąż, z którym chciałaby mieć dużo dzieci. Cały czas jednakże nie jest pewna, czy aby na pewno nie powinna poświęcić swoich, pielęgnowanych od lat marzeń o udanym małżeństwie. W końcu, jak mówi, „wciąż się modli”, każda chwila jej życia „wypełniona jest wołaniem do Pana”. Może to oznaczać, że „przeznaczone” jej jest życie zakonne? Nie daje jej to spokoju i odbiera radość choćby z tego, że ma ogromne powodzenie u chłopaków. Skarży mi się też pewna doświadczona animatorka. Wiek prawie 50, uczestniczka różnych konferencji, spotkań, bardzo zaangażowana w życie swojej grupy modlitewnej. Ale oto jej dorastająca i prawie samodzielna życiowo córka, którą sama wychowywała przez lata, przeżywa okres buntu wycelowanego przede wszystkim w Kościół. Animatorce odbiera to całą radość posługiwania i powoduje w niej nieustająca zgryzotę i niepokój co do przyszłości jedynej córki. Można by jeszcze wspomnieć o doświadczeniu pewnego wieloletniego uczestnika spotkań modlitewnych, któremu przestało się układać z żoną. Jest bardzo zapracowany, ponieważ chce zarobić na wymarzony dom poza miastem. Z tego powodu nawet rozluźnił swoje związki z grupą modlitewną. Jednak im bliżej jest celu (czyli zgromadzenia odpowiednich funduszy), tym odleglejsza wydaje mu się najbliższa osoba. Próbuje się modlić w tej intencji, ale efektów nie widzi – żona zaczyna mówić o rozwodzie. Poza tym cały czas w myślach przewalają mu się sceny z życia zawodowego, pochłaniającego go w całej pełni. W takiej sytuacji praktycznie nie potrafi się skupić na niczym duchowym. Właściwie stoi przed decyzją, by zaprzestać modlitwy, skoro tego nie czuje. Kiedyś było inaczej ... Wszystkie te rozmowy, tak różne w swoim wydźwięku, miały jednakże wspólny mianownik. Otóż doszło w nich do pytania: „A co na to Pan?”. Wszak miałem do czynienia z ludźmi z Odnowy, czyli żyjącymi duchowo. Odpowiedzi brzmiały kolejno: „nie mam czasu na modlitwę w domu!”, „co mi jest jeszcze potrzebne, skoro cały czas się modlę?”, „to jak ja mam się modlić?”, „nie mogę się skupić i nie widzę efektów mojej modlitwy”. Okazało się więc, że we wszystkich przypadkach duchowi ludzie błąkają się w ciemnościach. Żyją duchowo i nawet bywają zaangażowani w różne posługi, a jednocześnie nie mają pojęcia, że Bóg może do nich mówić na temat ich życiowej sytuacji i problemów, które nikogo nie omijają na tym świecie. Brakuje spotkania sam na sam z Panem i porozmawiania w ważnych dla nich sprawach.

Usłyszeć głos Ducha Świętego

W tym miejscu należy poczynić dwa zastrzeżenia. Po pierwsze, każdy rodzaj podejmowanej modlitwy jest dobry. Kościół Rzymskokatolicki jest w tym względzie bardzo otwarty i pokazuje wiele możliwości. Znam osoby, które za swoją główną modlitwę osobistą przyjęły codzienną Eucharystię i jest to dla nich święty czas przeżyty na głębokim słuchaniu tego, co mówi do nich Bóg. Ale znam i takie, dla których liczy się przede wszystkim różaniec, rozumiany wręcz jako modlitwa kontemplacyjna. Są inni – rozkochani w Słowie Bożym. Zgłębiają je, bądź na medytacji, bądź na wiernym odprawianiu liturgii godzin, bądź na rozważaniu w myślach tego, co daje „Słowo dnia”. Jeszcze inni nie wyobrażają sobie świata bez adoracji Najświętszego Sakramentu. Można by tak wymieniać długo. Ważne przy tym, aby się nie pokłócić, co jest lepsze. Nie o to chodzi. Chodzi raczej o to, żeby usłyszeć w tej modlitwie głos Ducha Świętego.

Sposób przemawiania Boga do ciebie

Dla mnie osobiście bardzo „wstrząsające” było pewne kazanie, które usłyszałem na początku lat 90. Kaznodzieją był o. Józef Kozłowski, odprawiający wówczas cotygodniowe parafialne Msze św. dla dzieci w niedziele. Maluchy były oczywiście entuzjastyczne, gdy pytał, czy one odkryły już „sposób przemawiania Boga do nich”. Podnosiły rączki i wykrzykiwały. Ale widać było, że żaden z nich nie rozumiał nic z tego, co mówił kaznodzieja. Potwierdzały to ich odpowiedzi. Jednak dla mnie, siedzącego w głębi kościoła i słuchającego tego pytania, to było objawienie!!! Zacząłem sobie zadawać pytanie, czy ja wiem, jak przemawia do mnie Pan. I odtąd pytanie to jest obecne we mnie bardzo mocno. Pozornie nieudane kazanie dla dzieci stało się jednym z ważniejszych, które pozostawiło we mnie trwały ślad. Muszę odkryć sposób przemawiania Boga do mnie!!!

Trud wierności

Drugie zastrzeżenie jest następujące: trzeba w osobistej modlitwie pozostać wiernym. To że Pan przemawia do mnie – małego, zwykłego człowieka jest niewątpliwie łaską. Ale ja muszę dać Mu przestrzeń, żeby cokolwiek usłyszeć. Wygląda na to, że cały czas toczy się walka o wytrącenie chrześcijanina z jego rozmowy z Bogiem twarzą w twarz. I nie chodzi o niewiadomo jakie ataki duchowe. Jestem pewien, że niektórzy demonizują rzeczywistość w tym względzie. W moim przypadku trudnością na samym początku było to, że miało być regularnie i codziennie. Już samo pomyślenie sobie o czymś takim powodowało reakcję negatywną. Jak młody student, pełen życia, mieszkający w akademiku (czyli „oazie wolności”) może narzucić sobie rygor stawania przed Bogiem na koniec dnia przez godzinę (bo na godzinkę umówiłem z Panem)? Była przecież nauka, imprezy, spotkania z ludźmi, gra w brydża do późna w nocy i wiele innych, ważnych przecież spraw. Jak po tym wszystkim miałem się regularnie modlić, skoro cechą charakterystyczną młodości jest ... nieregularność? Ale mimo wszystko zacząłem i gdy już zacząłem, to okazało się to możliwe. Później jednak pojawiło się niepokojące pytanie, jak mam się modlić. Jest przecież tyle rodzajów modlitwy, o których nasłuchałem się dobrych nauczań. A ja w ciągu umówionej z Bogiem godziny nie byłem w stanie nawet dotknąć wszystkiego tego, co było niewątpliwie dobre. Wtedy z pomocą przyszło wspomniane już kazanie ze wskazówką: „wybieraj taki rodzaj modlitwy, w którym usłyszysz przemawiającego do ciebie osobiście Boga!”. I wtedy wiedziałem, iż trzeba się skupić na Biblii, a potem jeszcze doszedł ignacjański rachunek sumienia. Te dwa elementy pozostały na stałe do dziś, choć wszystkie inne ulegały i ulegają zmianie. Później momentem ataku duchowego było spotkanie z pewną natarczywą niewiastą, przekonującą mnie gorliwie do różańca. Mimo prób nie odnajdywałem się w tym, lecz z drugiej strony słuchałem powtarzającego się nalegania sprowadzającego się do tezy, że bez różańca, to w ogóle nie będę w stanie wyprosić u Boga żadnej łaski. Wprowadzało to przez długi okres poważne zamieszanie w moje życie duchowe. Nie wątpię, że ta osoba chciała dobrze, tyle że swoją misyjną gorliwość wykorzystała niezbyt trafnie. Następnym punktem zwrotnym był ślub, czyli znowu coś dobrego. Spotkałem osobę wierzącą i modlącą się, ale ... inaczej niż ja. I trzeba było jakoś się dogrywać. A poza tym pogodzić życie modlitewne z ... małżeńskim. Teraz inaczej już wyglądały wieczory i czas przed snem. Okazało się to nie lada wyzwaniem, z którym zapewne boryka się wielu małżonków, szczególnie młodych stażem. Gdy dodatkowo z czasem pojawiły się dzieci, to raptem czasu zrobiło się jeszcze mniej. To wszystko pokazuje, że sam-na-sam każdego człowieka z Bogiem jest zagrożone zawsze! I pozostanie mu wiernym, co do umówionego czasu modlitwy, jest poważnym wyzwaniem. Łatwo się z tego zwolnić raz, potem drugi, a potem jest już tylko łatwiej. Powrót natomiast zawsze kosztuje – to konkretny wysiłek. Po każdym potknięciu czy upadku było mi trudniej niż przed.

Droga powrotu

Powracając teraz do wspomnianych osób z trudnościami, przesadą byłoby twierdzenie, że brak modlitwy osobistej lub pewna nieudolność w tej materii było główną przyczyną ich kłopotów. Na pewno nie. Natomiast fakt, że nie podejmowały kroków, aby z trudnych dla siebie sytuacji wyjść, to już realny problem. Z kolei dróg wyjścia nikt godny zaufania nie wskazywał, albo nikt tego Kogoś, kto władny był podpowiedzieć dobre rozwiązanie, nie słuchał. A przecież byli to ludzie z Odnowy, podejmujący życie duchowe!

Ucieczki od życia

Na zakończenie wspomnieć warto o jeszcze jednej pułapce. Ważne jest, by pamiętać, że człowiek świecki nie może przesadzać z czasem poświęcanym na modlitwę. Może dla niektórych jest to obrazobórcza teza. Wszak co może być piękniejszego od przebywania „w cieniu Najwyższego” (Ps 91,1). Ale jeśli ktoś wybrał życie świeckie, to jest stworzony do życia w tym świecie, a nie obok niego. Jest przeznaczony do aktywności i działania. Niektórzy nietrafnie interpretują historię o Marii, która „obrała najlepszą cząstkę” i Marcie, krzątającej się wokół stołu (Łk 10, 38-42). Trzeba wykonywać określone obowiązki, a nie „uciekać” od nich, mówiąc, że właśnie muszę się pomodlić, czyli uczynić coś najważniejszego i najlepszego. Jeśli rodzice nie zrobią dzieciom kanapek do szkoły, nie sprawdzą odrobionych lekcji i nie załatają wydartych kolan w spodniach, to dzieci będą chodziły głodne i zaniedbane. A to będzie odpowiednim świadectwem o „rozmodlonych” rodziców.


Dariusz Jeziorny