Z kroniki parafialnej...
Rok 1948.


"Dzień 23 lutego 1948r. był to pierwszy, uroczysty dzień w parafii Kozłów Biskupi. Za kilka dni wypadła niedziela, uroczyste powitanie przez parafian nowego ks. proboszcza i procesjonalne wprowadzenie go do kościoła. W imieniu parafian witał ks. proboszcza p. Trojańczyk, sędziwy gospodarz i bardzo szlachetny człowiek ze wsi Leonów. Ponieważ w maju roku ubiegłego odbyła się wizytacja ks. biskupa Choromańskiego, która pozostawiła u wszystkich gorzkie wspomnienie, gdyż "prawda w oczy kole", a ks. biskup ostro skarcił skąpstwo i niedbalstwo parafian, więc dlatego p.Trojańczyk w imieniu wszystkich przyrzekł, że parafia poprawi swą opinię u władz kościelnych. Przyrzekł gorliwość i posłuszeństwo, a w zamian prosił o wyrozumiałość i miłość ojcowską. Jak się później okazało, tej wyrozumiałości wiele tu potrzeba na każdym kroku, bo miłość ojcowska proboszcza do parafian należy chyba do łaski stanu. Wnikając potem w szczegóły, przyznałem, że ks. biskup miał aż nadto powodów do potępienia niedbalstwa parafian.
Bielizna, paramenta i sprzęty kościelne były tak zniszczona i brudne, że niewiadomo za co wpierw się było brać. Aż smutno się robiło, widząc, w jakim zaniedbaniu mieszka Boski Więzień. Przez kilka tygodni Siostra Parafialna razem z pracownicami czyściła, szorowała lichtarze, krzyże, monstrancję. Gdy poustawialiśmy wszystko już czyste, parafianie pytali gospodyni, jak ks. proboszcz mógł w tak krótkim czasie kupić tyle nowych rzeczy. Wieczną lampkę Siostra Maria z góry przeznaczyła do lamusu. Takie to było jakieś niekształtne monstrum, krzywe i zielone. Jakież było nasze zdumienie, gdy po usunięciu stosu parafiny, oliwy, łoju i śniedzi ukazała się zgrabna, estetyczna, posrebrzana lampka z bardzo wytwornym ornamentem.
Gorzej było z bielizną kościelną, gdyż trzeba było kilkurazowego prania, by przywrócić jej kolor biały. Oleje święte trzymane były w miniaturowych, poobtłukiwanych wazoniczkach do kwiatów. Pojechałem do Warszawy i kupiłem pozłacane naczynka do olejów świętych wraz z podstawką.
Na wielkim ołtarzu ani jednej nakrywki. Na bocznych ołtarzach są dwie: jedna czerwona bardzo zniszczona, druga kilimkowa możliwa.
W zakrystii nie ma kropielniczki. Wierni z całym nabożeństwem maczają palce w naczynku do obmywania palców. Dla ministrantów, dla personelu kościelnego ani jednek komży. Od czasu do czasu pokazuje się jeden lub dwóch ministrantów w swoich komeżkach od wielu tygodni niedopranych. Męska asysta przy procesji paraduje w komżach ks. proboszcza.
Świece nie mają żadnych ochron. Steryna spływa na obrusy, a z żyrandola na głowy i ubrania ludzi. Jestem ogromnie zmartwiony mała ilością wiernych w kościele."To bardzo dużo" - pocieszają mnie."Na mszy rannej w niedzielę jest prawie pełno, na sumie też sporo, a przecież ostatnio w niedzielę najwyższa liczba osób w kościele wynosiła 17."
Aby zachęcić ludzi do kościoła, postanowiłem zrobić choć trochę ławek, gdyż na kamiennej posadzce trudno wyklęczyć.
Część mej parafii jest za rzeką Bzurą. Kiedyś była przerzucona przez rzekę kładka, ale tak prymitywna, że niektóre kobiety przechodziły przez nią na czworakach. Obecnie już jest zniszczona, a wiernych przewozi się łódką. Naturalnie, to coś kosztuje i strata czasu, bo trzeba czekać na łódkę.
Koniecznie trzeba przerzucić przez Bzurę jakiś mostek. Tyle potrzeb, tyle planów, a przecież niektóre z nich, jak ów mostek, musi zaaprobować parafia, względnie jej przedstawiciele. Dlatego powstaje Rada Parafialna. Dnia szesnastego marca 1948 r. otrzymałem z Kurii Metropolitalnej, pismo zatwierdzające członków Rady Parafialnej. Są nimi: Stanisław Trojańczyk, rolnik z Leonowa; Ignacy Plichta, rolnik z Antoniewa; Kazimierz Gendek, urzędnik z Cegielni w Boryszewie i Jan Sałaciński, urzędnik z fabryki Boryszew. Wykorzystując ich zapał pierwszych poczynań, tak przynaglałem, że na Zielone Świątki ludzie z wiosek za Bzurą mogli już przejść do kościoła przez mostek. Radość była wielka, bo mostek został wykonany dość szeroki z poręczą. Można śmiało przez niego przejechać rowerem, motocyklem i z pogrzebem.
W marcu odkryłem jeszcze jedną smutną stronę kościoła. W nocy był huragan i straszna ulewa. Rano zastałem trawniki na około kościoła zawalone potłuczonymi dachówkami, a w kościele po ścianach i z dachu lała się woda. Ołtarze i posadzka zalane były wodą.
Kościół jest w stylu nadwiślańskiego gotyku, zbudowany na wzniesieniu nad Bzurą. Silna wichura zrywa dachówki, które wadliwie i niedbale go pokrywają. Po naprawieniu dachu - kilka razy w ciągu roku - zacząłem łącznie z Radą Parafialną robić staranie o blachy na dach, ale bez rezultatu. Kościół jest zabytkowy, musi być kryty dachówką. Ten termin "zabytkowy" wcale nie zasłużony, bo dawny kościół był zrujnowany doszczętnie, a obecny odbudowany prawie od fundamentów. W czasie naprawy dachu - do czego kupiono 1000 sztuk karpiówki -zauważyłem uszkodzony piorunochron. Natychmiast poleciłem go naprawić.
Naprawiono zamki i okna w kościele, bramę na cmentarzu kościelnym i dzwonnicę. Z desek kupionych zrobiono 30 ławek różnej długości do kościoła z małymi stopniami do klęczenia, a także szafę dla ministrantów. Poleciłem Siostrze Parafialnej, by spisała braki w paramentach kościelnych i w miarę możności sama reperowała, a resztę uzupełniała nowym kupnem. Toteż najpierw poreperowała chorągiew Straży Honorowej. Była ona tak zniszczona, że należało pomyśleć o całkowitym odnowieniu, bo jedwab pękał pod igłą. Rok jeszcze wytrzyma. Potem reperowano stuły, kapę zieloną, ornaty białe i dywan także. Sprawiliśmy zieloną i białą nakrywkę na ołtarz i zielone konopeum.
Ofiarność wiernych jest nikła. Większość chodzi do okolicznych kościołów. I tak: Boryszew za mostem (Fabryka - Osada - Dołek i za torem) najbardziej intratna część wiernych - urzędnicy i robotnicy - chodzą do Sochaczewa, a także Niezgoda i Dachowa; Żyliny i stacja Leonów oraz część Suchej: Starej i Nowej do Kozłowa Szlacheckiego. Połowa z Orłowa, Suchej i z Mizerki Starej i Nowej do kaplicy do Gradowa, w której odprawia Mszę św. ks. proboszcz z Kurdwanowa. Do naszego kościoła chodzą ludzie tylko z najbliższych wiosek.
Trudno cokolwiek sprawić nowego. A przecież postanowiłem gromadkę ministrantów na Boże Ciało ubrać w nowe komeżki i pelerynki w liturgicznych kolorach. Na Wielki Post Siostra Maria uszyła cztery pelerynki liliowe z obramowaniem z galonu złotego. Z nadejściem Wielkiego Tygodnia trzeba było coś stworzyć z fantazji, bo kościół nie posiada ani żadnej zieleni, ani dekoracyjnych draperii. Panoramę Golgoty namalowało się na zwykłym szarym papierze. Tron, w którym umieszczono monstrancję był w kształcie łodzi, symbolizującej Kościół Chrystusowy. Radowano się i podziwiano ogólnie. Ale znaleźli się malkontenci, a raczej malkontentki, sarkające, że "wyrzuciłem na Wielki Tydzień Pana Jezusa z Wielkiego Ołtarza". Poleciłem według przepisów liturgicznych ubrać "Grób" przy bocznym ołtarzu i stąd powstało oburzenie. Na Wielkanoc było nowe konopeum.
Co tylko mi wpadło z intencji mszalnych i z innych dochodów, zaraz przeznaczałem na potrzeby kościoła. I S.Maria też dawała wkłady z udzielanej pomocy chorym.
Kazałem zrobić 55 sztuk blaszanych ochraniaczy czyli profitek na świece, by parafina nie lała się na ołtarze. Uszyto 33 komże dla ministrantów i 6 komży dużych; 22 pelerynki w kolorach liturgicznych dla ministrantów: białym, czerwonym, zielonym i liliowym.
Z wiosną urządziliśmy Rekolekcje. Wiernych było sporo, ale to jeszcze za mało. W parafii są 2 odpusty: w czerwcu w uroczystość Serca Jezusa. Mało znany odpust parafialny i z małą ilością uczestników. Drugi w sierpniu (16 VIII) w uroczystość św. Rocha. "Stary odpust jak świat". Z daleka zjeżdżają się tłumnie i hucznie. Właśnie w tym udanym odpuście dużo mnie bolało. Kramarzy moc, hałasu jeszcze więcej. Po południu loteria fantowa, a wieczorem zabawa. Dochód z tego na kościół. Nie bardzo to miły dochód Panu Bogu. Całą noc krzyki, pijaństwo, bijatyka, no i rozluźnienie wszystkich hamulców. Postanowiłem zabawy i loterii na rzecz kościoła więcej nie urządzać.
Mamy już trochę kwiecia w kościele. Sprawiłem 5 słupków do dekoracji głównego ołtarza i jeden na tackę z ampułkami, chodnik na prezbiterium i kapturek do gaszenia świec.
Zbliżyły się święta Bożego Narodzenia. Figurki do żłóbka maleńkie. Najświętszej Panienki figurka bez główki, Dzieciątka Jezus bez nóżek, Trzej królowie wzrostem więksi od św. Rodziny i też pożal się Boże! Rozkładano garść słomy na bocznym ołtarzu, poustawiano figurki i to wszystko. S.Maria kupiła figurkę większą Dzieciątka Jezus. Matki Najświętszej figurki nie mogła dobrać. Kupiła statuetkę Niepokalanej, uszyła suknię i płaszcz i tak welon połączyła z pieluszkami w żłóbku, iż wyglądało, że Matka Najświętsza już, już bierze swe dziecię w ramiona. Św. Franciszka figurę przebrała za św. Józefa i nikt nie poznał. Tylko, że znów musiała podwyższać wszystkich króli, a więc i ubiory. Szopkę krytą słomą i żłóbek zrobiła moja gospodyni. Skały i góry były z papieru, a nawet małe kaczuszki pływały po stawie zrobionym z lustra.


Dotąd kreśliłem spostrzeżenia i poczynania tylko co do kościoła, a przecież i plebania i inne parafialne budynki w gorszym jeszcze były stanie. Przede wszystkim ani w jednym piecu nie można było palić. Dwa tylko pokoje były opalane, ale żelaznymi piecykami. Wybijając w piecach dziury do rur, cegły wpychano w piec. Za sam tylko ruszt pieców na plebaniii i w organistówce zapłaciłem 12 tysięcy złotych. A okna, szyby, dach, z którego też dachówki lecą!?
Wody w studni nie było, bo była zamulona. Tylko za większą zapłatą dwóch ludzi ją czyściło. Ze stodoły zastałem tylko wyszczerbione i popękane mury; zamiast klepiska, doły i gruzy. Musiałem starać się o słomę, kupować drzewo, deski na dach, na wierzeje, drzwi w wozowni i okna w oborze. Po pokryciu dachu moja gospodyni Jadwiga Maciejczyk razem z kościelnym Wawrzyńcem Matychem zrobiła klepisko cementowe w stodole. Oddzieliłem podwórze gospodarcze od wejścia na plabanię siatką drucianą.
Ponieważ próby, lekcje chóru parafialnego odbywają się na plabanii (izba parafialna zajęta przez szkołę), musiałem kilka lamp zapalać. A ponieważ nafta była w marnym gatunku, od kopcia aż głowa rozbolała. Założyłem prowizoryczną instalację elektryczną na plebanii. Prąd szedł z akumulatora, lecz bez pożytku "gdyż coś tam szwankowało, a energia z akumulatora wystarczała tylko na 2 wieczory. Wobec tego musiałem wrócić do dawnej nafty.
Sprowadziłem fachowca do naprawy organów, które piszczały i wyły naprzemian. Był jeszcze do rozwiązania jeden problem trudny i kłopotliwy. Poprzednik mój ks. Marks oddał ziemię parafialną w dzierżawę Henrykowi Sajnackiemu bez niczyjej wiedzy. Przyjechałem do parafii w końcu lutego. Roboty wiosenne były za pasem. Ziemia dobra, ale tak zachwaszczona, że groza było patrzeć. Jeśli dłużej zostanie w ręku dzierżawcy, rady nie damy z uprawą, szczególnie z wykorzenieniem perzu. Chciałem tę sprawę załatwić polubownie. Gospodarz H.Sajnacki na to się nie zgodził. Trzeba było orać na kartofle, ów gospodarz wypędzał mi ludzi z pola. Sprawa oparła się o kurię. Pomogli mi trochę Radni i wreszcie ziemię mi zwrócono, ale pszenicę prawie wszystką musiałem oddać byłemu dzierżawcy za uprawę roli i odszkodowanie.
Trudny bardzo był dla mnie ten pierwszy rok w Kozłowie Biskupim. Kartofle do nowych musiałem kupować, gdyż w poprzedniej parafii w Boguszycach zostawiłem wszystkie, a tu zastałem tylko garstkę, a teraz i pszenicy trzeba dokupić.


Tyle co do zewnętrznych trosk i kłopotów materialnych, ale niestety rola dusz potrzebowała o wiele więcej trudów. Zaraz w pierwszych tygodniach założyłem Apostolstwo Modlitwy dla dorosłych, a Krucjatę Eucharystyczną dla dzieci i młodzieży. Ponieważ objęcie parafii przeze mnie przypadło akurat w czasie wizytacji duszpasterskiej: "kolędy", sporządziłem dokładną kartotekę rodzin, co odrazu ułatwiło mi pracę. Wyznaczałem zebrania Krucjaty - o którą mi najwięcej chodziło, jako też i Apostolstwa Modlitwy - co niedzielę w dwóch innych wioskach. Do jednych jeździła S.Maria, do drugich ja sam. Pogłębiało się z młodzieżą wiedzę religijną, objaśniało cel Krucjaty. Uczyliśmy śpiewu, a nawet gier towarzyskich. Młodzież garnęła się do kapłana. Z zaufaniem powierzała mu swe troski, pytała się o wyjaśnienie w wątpliwościach.
Założyłem Koło Ministrantów. Zapisało się z początku kilku, potem zaś przybywało coraz więcej. Zauważyłem, że dużo jest chorych chronicznie i obłożnie, kilkoro paralityków, kilku zniedołężniałych ze starości. Dla nich założyłem Apostolstwo Chorych, by chronić ich od rozpaczy i zniechęcenia, nauczyć apostołować cierpieniem i ułatwić im choć raz w rok uczestnictwo we Mszy św. w tzw. "Dniu Chorych". W dniu tym S.Maria jedzie z kościelnym po chorych nie mających koni i przywozi do kościoła; gospodarze zaś swoich chorych przywożą sami. Odbywa się spowiedź, modlitwa chorych i poświęcenie, Msza św. za chorych z nauką, Komunia św., Błogosławieństwo Najśw. Sakramentem, przyjęcie na plebanii i podróż powrotna.
Założyłem "Caritas" dość ofiarnie pracujące i Bractwo Wstrzemiężliwości od napojów alkoholowych i palenia papierosów szczególnie dla dzieci i młodzieży. Wszystkie dzieci w czasie I Komunii św. składają przyrzeczenie Panu Bogu, że do 18-go roku życia nie będą używały tytoniu i żadnych napojów alkoholowych. O tym postanowieniu ciągle się w kościele dzieciom przypomina, a zwłaszcza przy spowiedzi.
Ludzie nie czytają pism religijnych. Na całą parafię zaledwie kilka rodzin dorywczo kupuje "Rycerza Niepokalanej" i to wszystko. Zaprenumerowałem po kilkadziesiąt egzemplarzy pism: "Niedziela"; "Msza Święta"; "Kółko Różańcowe"; "Rycerz Niepokalanej"; "Posłaniec Serca Jezusowego"; "Posłaniec Serca Maryi"; "Królowa Apostołów"; "Wiadomości Straży Honorowej"; "Mały Gość" dla dzieci i "Gość Niedzielny" oraz "Głos Katolicki". Oprócz tego różne broszurki, katechizmy i Nowy Testament. Wszystko to ja sam z pomocą ministrantów kolportujemy przed kościołem. Frekwencja nadspodziewana. Dzieci i młodzież skrzętnie przechowują tygodniówki, by potem mieć cały rocznik.
Od lipca funkcjonowała już "Biblioteka Parafialna". Liczba czytelników 490. Ponieważ dopiero skupują książki do "Biblioteki Parafialnej", uzupełniam potrzeby z własnej biblioteki.
Muszę ciągle strofować, uczyć wszystkich bez wyjątku szacunku dla książki. Tak strasznie niszczą, drą, plamią! Dałem sporządzić taką pieczątkę:

"Książka mówi do Ciebie:
Nie dotykaj mnie brudnymi rękami.
Nie śliń palców przy odwracaniu kartek.
Nie gnieć kart i nie zaginaj rogów.
Nie przeginaj mnie przy czytaniu.
Nie pisz na mnie żadnych znaków.
Nie przetrzymuj mnie ponad termin!"

Może odniesie to choć jakiś skutek. Muszę się sam zająć introligatorstwem, bo więcej bym wydał na oprawy, niż na nowe książki, a książek dużo trzeba. Niektóre dzieci, a nawet dorośli połykają wprost książki. Nieraz nawet wierzyć się nie chce, by dziecko tyle przeczytało. Aby się przekonać, polecam takiemu małemu zapaleńcowi opowiedzieć co przeczytał. Ten zaś bardzo ładnie i ze zrozumieniem streszcza przeczytaną książkę. Roboty mam tak dużo, iż nie mam czasu wyjść na słońce. Korzystam tylko wtedy ze świeżego powietrza, gdy jadę do chorego lub do szkoły. Tymczasem lekarze ze względu na serce i przemianę materii polecają usilnie codziennie choć 2 godzinny spacerek.
Domownicy moi dla oderwania mnie od pracy i zmuszenia do przechadzki, nabyli mi wędkę i co pewien czas robię sobie godzinny wypad, łowię w rzece kiełbie. Szkoda mi czasu, ale pocieszam się, że i to się przyda, bo mam kolację zapracowaną własnymi rękami. Żeby interesanci na mnie nie czekali, otrzymuję sygnał powrotu dwukrotnym uderzeniem dzwonu.


W parafii mojej są 4 szkoły. W dwóch szkołach uczę religii ja sam, w dwóch pozostałych zaś Siostra Maria. Najgrzeczniejsze dzieci są w szkole na Dachowej. Uczą się dobrze i spokojnie się zachowują na lekcjach. Widać z każdym dniem wpływ Krucjaty. Młodzież zaczyna rozumieć potrzeby pracy wewnętrznej.
Przygotowanie dzieci do pierwszej Komunii św. powierzyłem S.Marii Brodziak. W tym pierwszym roku przystapiło dzieci do pierwszej Komunii św. 87. Smutno było, bo dzieci takie duże (13-14 lat) i dotąd nie gościły Pana Jezusa w sercu. Jakiż to był śliczny widok. Po prawej ręce klęczeli chłopcy, po lewej dziewczynki. Wszyscy ze świecami, dziewczynki w bieli. Niektóre bardzo przejęte i wzruszone, a wszystkie poważne. Po Komunii św. jeden z chłopców odnowił obietnice chrzcielne, a jedna z dziewczynek odnowiła ofiarowanie się Najświętszej Pannie. Po nabożeństwie przed kościołem rozdano obrazki i medaliki. Następnie wszystkie dzieci przeszły na plebanię, gdzie czekało na nich skromne, ale pożywne śniadanie: kakao, bułeczki maślane, ciastka i cukierki. Bułeczek było tyle, żeśmy poczęstowali i rodziców i starsze dzieci, które razem z dziećmi były u Komunii św. Malusińskim wystarczyło po kilka cukierków.
Ponowienie obietnic chrzcielnych odnawiane jest nie tylko przy I-szej Komunii św. Co rok w Przewodnią Niedzielę przed ranną Mszą i przed sumą cała parafia odnawia Przymierze Chrztu św. - Na zakończenie opis "Odnowienia Przymierza Chrztu świętego:
Przy bocznym ołtarzu na podwyższeniu wśród zieleni i kwiecia ubrana na biało Chrzcielnica. Nad nią wisi symboliczny rysunek Chrztu św. z napisem: "Przez Chrzest święty stałem się dzieckiem Boga Ojca, bratem Jezusa Chrystusa, świątynią Ducha Świętego". Przed samą chrzcielnicą stoi wysoka również przybrana kwieciem i bielą świeca chrzcielna.
Ksiądz ubrany w białą kapę wychodzi w otoczeniu ministrantów do głownego ołtarza. Pokłoniwszy się głęboko, całuje ołtarz i odwraca się do ludzi. Tłumaczy im godność i wielkość sakramentu Chrztu św., cytując urywki ze św. Pawła, który tak głęboko i jasno mówił o Chrzcie. Potem wyrusza procesja do chrzcielnicy (prowadzi Krucyfer, za którym idą ministranci ubrani w białe, zielone i czerwone pelerynki, następnie dziewczynki w bieli. Wszyscy niosą świece płonące). Śpiewają "Widziałem wodę płynącą, od kościoła wychodzącą" (Vidi aquam). Gdy skończą, kapłan, -stojący przy chrzcielnicy a wokoło wieńcem ministranci, dzieci w bieli i wierni - ukazuje chrzcielnicę, mówiąc: "Oto miejsce waszych narodzin dla Boga...", streszcza przebieg i cel chrztu, a potem naprzemian z ludem odmawia odnowienie obietnic chrzcielnych. - Ojcze nasz, Zdrowaś, Wierzę...Kończy w ten sposób:"Czy przyrzekacie, że w tej wierze świętej, katolickiej będziecie trwać, że ją będziecie nieustannie przed ludźmi wyznawać, że jej nigdy nie porzucicie?" Wszyscy - "Przyrzekamy!". Kapłan:"Czy przyrzekacie, że całym życiem swym zawsze według zasad wiary świętej, katolickiej postępować będziecie?" - Wszyscy:"Przyrzekamy!". Kapłan:"Żyjcie więc zawsze tak jak Panu i Bogu swojemu ślubowaliście. Pójdziemy teraz przed Ołtarz Najwyższego i podziękujemy Mu za łaskę Chrztu św. Bóg zaś udzieli nam błogosławieństwa Swego na dalsze dni żywota".
Dzieci gaszą świece. Wszyscy śpiewają psalm 121:" Ucieszyła mnie wieść pożądana, pójdziem do domu naszego Pana". - i idą procesjonalnie przed wielki ołtarz i tam wszyscy głośno i wyraźnie za kapłanem powtarzają przyrzeczenie wypełniania zobowiązań danych na Chrzcie św. Następuje teraz Msza św., a po niej przed otwartym Tabernakulum chór śpiewa: " Com przyrzekł Bogu przy Chrzcie raz, dotrzymać pragę szczerze, Kościoła słuchać w każdy czas i w świętej wytrwać wierze. O Panie Boże, dzięki Ci, żeś mi Kościoła otwarł drzwi, w Nim żyć i umierać pragnę" - Błogosł. Najśw. Sakr.


Kończy się rok 1948. W noc sylwestrową urządziłem adorację Przenajświętszego Sakramentu, Zaprosiłem z Niepokalanowa Ojca Floriana, franciszkanina. To mój zacny i wierny przyjaciel. Ludzi moc. Od 6-ej godziny po Nieszporach zasiedliśmy do konfesjonałów i z małymi przerwami na wspólną adorację wynagradzająco - dziękczynną, spowiadaliśmy do 4-ej rano roku następnego.


Rok 1949.


Ciągłe remonty i naprawy szczególnie dachu kościelnego i dachu plebanii oraz inne różne wykonano rzeczy. Podaję co zrobiono w każdym roku. W tym roku wykonano:

1. Zrobiono skarbonkę na ofiary w kościele
2. Poprawiono żelazne podpórki przy balustradzie w prezbiterium.
3. Wykonano drzewce i przybito do sztandarów chorągwi i krzyży.
4. Sprawiono sztandar Krucjaty Eucharystycznej i Apostolstwa Modlitwy.
5. Zrobiono nakrycie na ołtarz czerwone i niebieskie.
6. Zrobiono konopeum na Tabernakulum zielone i białe.
7. Zrobiono 4 sukienki liturgiczne dla dziewczynek do asysty i adoracji.
8. Jeszcze raz remontowano organy.
9. Wykonano ambonę przenośną na uroczystości odpustowe.
10. Zrobiono półki do szafek na ścianie w zakrystii.
11. Ogrodzono wzgórze kościelne drutem kolczastym i obsadzono żywopłotem.
12 Założono posadzkę cementową w piwnicach na plebanii.
13. Wymurowano śmietnik.


Rok 1950.


1. Zrobiono 2 bramy w podwórzu przy plebanii.
2. Wykonano bursę do chorych.
3. Zrobiono tuwalnię do czynności liturgicznych.
4. Zrobiono umbrakulum (zasłona na monstrancję).
5. Zrobiono ornat fioletowy.
6. Zrobiono sztandar dla ministrantów (św. Tarsycjusz i symbol)


Rok 1951.


1. Kupiono do kościoła dywan i chodnik.
2. Pozłocono kielich mszalny.
3. Kupiono okucie do chorągwi.
4. Kupiono do plebanii piecyk kaflowy.
5. Naprawiono na plebanii piec i wykonano 4 okiennice do okien.


Rok 1952.


1. Sprawiono chorągiew dla młodzieży (św. Stanisław Kostka).
2. Kupiono do kościoła figurę św. Franciszka.
3. Kupiono dużą figurę Matki Bożej z Lourdes.
4. Odnowiono chorągiew Straży Honorowej Najswiętszego Serca Jezusowego.
5. Zelektryfikowano kościół, plebanię, budynki gospodarcze.
6. Pokryto papą obórkę przy organistówce.
7. Zbudowano nową dzwonnicę żelazną.


Rok 1953.


1. Okralowano okna w zakrystii.
2. Posrebrzono kociołek na wodę święconą.
3. Kupiono dużą figurę św. Józefa z Dzieciątkiem Jezus.
4. Kupiono nowe kanony mszalne i modlitwy dla kapłana ubierającego się do Mszy św. oraz 2 portrety Papieża Piusa XII i ks. kardynała Stefana Wyszyńskiego.
5. Pozłocono paterę komunijną.
6. Wykonano 2 płytki marmurowe na portatyle do 2-ch bocznych ołtarzy.
7. Wykonano dużą szafę na szaty litrugiczne i bieliznę kościelną oraz 20 sztuk wieszaków do ornatów i kap.
8. Zrobiono część parkanu z cegły koło kościoła.
9. Pozłocono drugi kielich z pateną.
10. Sajnacka Ewa z Kozłowa Biskupiego ofiarowała do kościoła dużą i głęboką tacę na pieniądze.
11. Zrobiono białe konopeum i antepedium białe (osłona przedniej strony ołtarza) do głównego ołtarza.
12. Zrobiono nakrycie barwne na wielki ołtarz.
13. Oświetlono mostek nad rzeką Bzurą.
14. Zrobiono jedwabne nakrycie na pulpit do mszału.
15. Zrobiono nowy obrus przy balustradzie.
16. Wykonano nowy katafalk z 6 lichtarzami.

Oprócz tych inwestycji w tymże roku podaję inne dane z działalności parafii:

1. Jest jedna siostra parafialna i katechetka.
2. W parafii jest w dobrym stanie 15 krzyży i 12 figur przydrożnych.
3. Kancelarię prowadzi sam ks. proboszcz. Wszystkie księgi prawem kościelnym przepisane są zaprowadzone i w dobrym stanie. Kronika parafialna prowadzona jest od roku 1923.
4. Parafia liczy 2.800 dusz. Ochrzczonych 101 (4 nieślubne). Małżeństw było 37. Wybierzmowanych 329. Zmarłych 34. I Komunia św dzieci 84. W okresie wielkanocnym udzielono Komunii św. 4.250. W ciągu całego roku 11.890.
5. Msze św. w dni powszednie są odprawiane o godz. 8.00 rano, a w niedzielę i uroczystość o godz. 9.00 i 11.00. W dni powszednie jest na Mszy św. kilka osób, a w niedzielę i święta frekwencja bardzo liczna uzależniona od pogody i okoliczności. We Mszy św. recytowano-śpiewanej wszyscy wierni biorą czynny udział, a w innych Mszach św. wiekszość posługuje się mszalikami i łączy się w śpiewie.
6. Spowiedź w dni powszednie i w niedzielę jest zawsze przed Mszą św., a w soboty i przed świętami w godzinach popołudniowych.
7. Religia jest wykładana w 4 szkołach podstawowych raz w tygodniu.
8. W okresie Bożego Narodzenia przed żłóbkiem odbywa się adoracja i śpiewanie kolędy. W niedzielę przewodnią odnowienie przyrzeczeń chrzcielnych, a w Zielone Święta odnowienie sakramentu Bierzmowania. Raz w miesiącu Msza św. recytowano-śpiewana z nauką i adoracją. Ministrantów 20, a dziewczynek do bieli 22.
9. Rekolekcje Wielkopostne dla starszych i młodzieży szkolnej razem się odbywały. Udział bardzo liczny.
10. Nabożeństwa dla wszystkich są: adwentowe, Bożonarodzeniowe, majowe, czerwcowe i październikowe.
11. Jest chór żeński. Ćwiczenia odbywają się w czwartki i w niedzielę.
12. Kolęda odbyła się w okresie Bożego Narodzenia z wynikiem zadawalającym.
13. Parafianie są pobożni i życzliwi, ale mało ofiarni.
14. Opieka nad biednymi wspomagana jest sporadycznie. Opiekę nad chorymi prowadzi siostra parafialna bezpłatnie. (Również odbył się "Dzień Chorych").
15. Akcja trzeźwości prowadzona jest z dobrym wynikiem zwłaszcza wśród młodzieży.
16. Jest Biblioteka Parafialna, z której wszyscy korzystają. Liczba książek 820. na razie.
17. Jest kościelny i organista. Obaj są ubezpieczeni. Mają dostateczne utrzymanie i odpowiednie mieszkanie.
18. Cmentarz jest oddalony od kościoła około 500 m opuszczony i nieogrodzony.
19. Grunt parafialny, ziemia jest dobra, użytkuje ks. proboszcz.


Rok 1954.


1. Pokryto słomą połowę dachu na obórce plebańskiej.
2. Naprawiono i oczyszczono na plebanii wszystkie piece kaflowe, a w kuchni wstawiono wentylator.
3. Zrobiono koronę z gwiazdkami elektrycznymi nad głową figury Matki Bożej i aureole nad głowami figur św. Józefa i Dzieciątka Jezus.
4. Parafianka Gałązka z Emilianowa ofiarowała na ołtarz nakrycie wełniane.
5. Niewiasta z parafii Kocieżew ofiarowała na ołtarz obrus biały haftowany.

Oprócz tych danych podaję jeszcze sprawozdanie ogólne z działalności parafii:

1. Rekolekcje Wielkopostne dla wszystkich, łącznie z młodzieżą szkolną prowadził o.franciszkanin Florian Koziuro z Niepokalanowa na temat: Godne przystępowanie do sakramentów świętych. Kult Niepokalanej. Etyka obyczajowa.
2. Część wiernych jak Boryszew - Fabryka w rekolekcjach brało udział w Sochaczewie. Z innych wiosek brało udział w rekolekcjach w Kozłowie Szlacheckim.
3. Od wielkanocy do Niedzieli Trójcy św. udzielono Komunii św. 1.400.
4. W tygodniu Miłosierdzia, siostra parafialna, katechetka i pielęgniarka wspomagały biednych udzielając pomocy lekarskiej na sumy 620,-zł. Dzieciom biednym kupiono sukienki, ubranka, teczki i obuwie na zimię 820,-zł.
5. W parafii jest 2.850 dusz. Ochrzczonych 104 (6 nieślubnych), małżeństw 32, zmarłych 24, I Komunia św. dzieci 42. W okresie wielkanocnym Komunii św. udzielono 3.820. W ciągu całego roku 9.750,-.

Kozłów Biskupi dnia 30 X 1955 roku, podpisał Ks. Marian Budny".